Wariacje
„Mam obsesję na punkcie sprawności tekstu i właśnie o tę sprawność chodzi mi w mojej twórczości...”
Z Agnieszką Mirahiną rozmawiała Katarzyna Łęcka
Katarzyna Łęcka: Wyróżnienie w POŁOWIE 2009 za arkusz poetycki Wszystkie radiostacje związku radzieckiego, debiutancki tomik Radiowidmo – wydany 15 czerwca 2009 roku – oraz Bursztynowe pióro jako ukoronowanie debiutu. Wszystko to miało miejsce ponad pół roku temu. Co od tamtego czasu wydarzyło się w Twoim życiu poetyckim?
Agnieszka Mirahina: Rozpoczęłam pracę nad nową książką, a to wiąże się z pewnego rodzaju odosobnieniem – stosuję ten sam mechanizm, który towarzyszył mi przy debiutanckim tomiku – rezygnuję ze spotkań ze znajomymi i skupiam się na pracy twórczej. Ostatnio zainteresowało mnie podejście do warsztatu pisarskiego od innej strony. Zainspirowała mnie polska muzyka hip-hopowa, a właściwie rapowane teksty. To jest coś, czego od dawna szukałam w poezji. Chciałabym, żeby teksty poetyckie były równie „tłuste” i agresywne. Oczywiście nigdy nie jest tak, że się pisze to, co chce. Jak Derrida podczas jednego z wywiadów zapytał: „Sądzi pan, że mówię to, co chcę?” Ostatnio, będąc w fazie poszukiwań oraz pracy nad warsztatem, przypadkowo usłyszałam o hip-hopowej płycie pt. Poeci. Promocyjny slogan, jaki towarzyszył wydaniu tej krążki, brzmiał mniej więcej tak: „Hip-hopowcy przetrząsają literaturę piękną”. Raperzy wykonywali tam utwory Tuwima, Przerwy-Tetmajera i innych. Pomyślałam, że to właśnie literatura piękna mogłaby zacząć przetrząsać teksty polskiego hip-hopu, że poeci mogą się wiele nauczyć pod względem jakości muzycznej i rytmicznej tekstu.
K.Ł.: Czy mówiąc o polskich raperach, masz na myśli kogoś konkretnego?
A.M.: Tak, chodzi mi konkretnie o Kaliber 44, Paktofonikę, Pokahontaz.
K.Ł.: Zauważyłaś to u siebie?
A.M.: Tak. Kupiłam niedawno specjalistyczną gazetę Estrada i studio. Całość napisana jest w języku polskim, a mimo to połowa tekstu jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. Mam tu na myśli fachowe, techniczne określenia, które funkcjonują, ale w konkretnym – muzycznym – środowisku. Te słowa są dla mnie niejasne, dlatego odczytuję je muzycznie, brzmieniowo. Jest to dla mnie w pewien sposób pociągające, ponieważ nie jest to język obcy, a jednak obcy.
K.Ł.: A czy w tym nowym dla Ciebie słowniku szukasz brzmienia, doszukujesz się nowych sensów, czy może odkrywasz w nim znaczenia podstawowe i dopiero na ich bazie budujesz coś nowego?
A.M.: Część tych sformułowań jest osadzona w potocznym słowniku i korzystam z tego. Staram się odkrywać właściwe znaczenia, ale muzyczność tych słów jest dużo bardziej pociągająca. Myślę nawet, że powinnam słuchać więcej muzyki, ponieważ wtedy łatwiej mi się pisze. Nim zasiądę do twórczej pracy, muzyka bardzo mi pomaga. Może właśnie dlatego teksty hip-hopowe tak na mnie zadziałały – nałożyły się w nich dwa czynniki: muzyka, muzyczne podejście do frazy i słowo. Dlatego właśnie myślę, że hip-hopem nie należy pogardzać, raperzy konstruują bowiem swoje teksty muzycznie i sprawnie – poeci mogliby się od nich sporo nauczyć w kwestii muzyczności.
K.Ł.: Faktycznie można odnaleźć sporo wartościowych hip-hopowych tekstów. Trzeba tylko poszukać. Nawiązując do tego, co powiedziałaś wcześniej... Wspomniałaś, że marzysz o agresywnej poezji. Twój arkusz Wszystkie radiostacje... właśnie za taki był uważany...
A.M.: Tak. Natomiast w Radiowidmie o agresji było już znacznie ciszej...
K.Ł.: Podążasz w kierunku upikantnienia poezji?
A.M.: Tak, chciałabym z tym poeksperymentować; sprawdzić, jak to moje olśnienie językowe będzie wyglądało na papierze. Tekstom hip-hopowym bardzo pomaga muzyka – gdyby zaprezentować je na kartce, mogłyby wypaść blado – ale mimo wszystko wydaje mi się, że pewne, mniejsze lub większe, fragmenty tych tekstów błyszczą sprawnością warsztatu. We współczesnej poezji często właśnie owej sprawności brakuje.
K.Ł.: Wspomniałaś sama, że Radiowidmo nie miało tak agresywnego wydźwięku jak poprzedzający go arkusz. A przecież część tekstów ze „Wszystkich radiostacji...” weszła do Radiowidma. Jak myślisz, od czego zależy różnica w odbiorze tych dwu tomików?
A.M.: Myślę, że tu chodzi o ładunek emocjonalny. Teksty, które z Radiostacji weszły do Radiowidma to te, które mi odpowiadają. Myślę, że owa agresywność lub jej brak wynika z ułożenia tekstów w odpowiednim sąsiedztwie, kolejności, a tym samym od ich muzyczności.
K.Ł.: Radiowidmo zostało określone przez Jacka Gutorowa jako poezja „osobista na wspak”. Ile w wierszach Mirahiny jest samej Mirahiny, a ile jej lustrzanego odbicia?
A.M.: Ja się nie liczę... Bardzo bliskie jest mi to, co pisał Barthes o autorze, którego nie ma. Wydaje mi się również, że znacznie więcej wysiłku wymaga napisanie tekstu bez siebie, bez własnych emocji, bez odkrywania intymności.
K.Ł.: Czyli starasz się nie odkrywać...?
A.M.: Nie myślę o tym... Teksty są dla mnie w pewien sposób hipnotyzujące i w chwili pisania potrafię wyjść poza siebie, co jest bardzo przyjemne.
K.Ł.: Skąd zatem czerpiesz inspiracje, skoro nie chcesz odkrywać siebie?
A.M.: Wszystko biorę z języka. Często zapisuję słowa, frazy, które w danym momencie mnie zainteresują.
K.Ł.: Jedno słowo potrafi zainspirować Cię do stworzenia nowego tekstu?
A.M.: Zdarza się... Słowo może mnie zainspirować, a potem samo zaczyna grać.
K.Ł.: Często jesteś umiejscawiana w nurcie feministycznym. Michał Piętniewicz określił Cię żartobliwie jako panią porucznik, kapitan pułkownik feminizmu z szansą awansu do rangi generalskiej. Czy chcesz – przy okazji nowej książki – stać się „panią generał poezji feministycznej” czy niekoniecznie o feminizm Ci chodzi?
A.M.: Jestem feministką, ale nie zależy mi na tym, by moje teksty były feministyczne. Mam obsesję na punkcie sprawności tekstu i właśnie o tę sprawność chodzi mi w mojej twórczości.
K.Ł.: W Twoich dotychczasowych tekstach bardzo ważne były kobiety. Co (lub kto) będzie ważne w Twojej nowej książce?
A.M.: Zupełnie nie wiem. To się dopiero okaże. W tym momencie pracuję nad warsztatem, także jestem jeszcze na etapie poszukiwań.
K.Ł.: Czym jest dla Ciebie Bursztynowe pióro – nagroda, którą dostałaś 13 lipca 2009 roku?
A.M.: W zasadzie ta statuetka to tylko symbol, bo główną nagrodą nie było „pióro”, lecz wydanie książki; a to miało miejsce już 15 czerwca.
K.Ł.: Czy Radiowidmo przyniosło Ci jeszcze jakieś nagrody, umożliwiło udział w innych konkursach, wieczorach poetyckich?
A.M.: We wrześniu miałam wieczór zorganizowany przez Biuro Literackie, czytałam swoje wiersze na festiwalu Rity Baum, na Politechnice Wrocławskiej, a także w Krakowie, ale to z okazji wydania biuletynu poetyckiego Kryzys.
K.Ł.: W którym znalazły się Twoje teksty...
A.M.: Tak.
K.Ł.: Zarówno biuletyn, jak i Radiowidmo miały swoją promocję podczas 18. Wrocławskich Promocji Dobrych Książek; podpisywałaś oba wydania. Czy fakt ten wpłynął w jakiś sposób na Twoją rozpoznawalność literacką?
A.M.: (śmiech) Nie podpisałam żadnego egzemplarza. Tak to wyglądało.
K.Ł.: A czy sam fakt uczestniczenia w tegorocznych targach był dla Ciebie wyróżnieniem? To duża impreza promująca literaturę i przyjeżdżają na nie tak szanowani twórcy, jak Olga Tokarczuk. W tym roku znalazłaś się w tym, jakże szacownym, gronie. Jak się czułaś?
A.M.: To było naturalne, że po wydaniu książki pojawiłam się na Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek, żeby ją w jakiś sposób zareklamować; ale miło było usłyszeć swoje nazwisko przez megafon... (śmiech)
K.Ł.: Powinnam o to zapytać wcześniej, ale zrobię to teraz, zmieniając temat (uśmiech). Dlaczego RADIOWIDMO?
A.M.: To był pierwszy tytuł jaki przyszedł mi do głowy. Zwróć uwagę na jego brzmienie [rad'jo vid mo], głoski bardzo ładnie na siebie nachodzą – dwa ładne słowa.
K.Ł.: Dwa ładne słowa i – chyba – będące w korelacji...?
A.M.: Tak, oczywiście. Przyznam, że pomysłów na tytuł miałam kilka, może nawet kilkanaście, ale w ostatniej chwili wróciłam do pierwszej wersji. Radiowidmo wiąże się trochę z Radiostacjami..., stanowi pewne przejście.
K.Ł.: Mówią, że pierwsza myśl jest zawsze najlepsza...
A.M.: Ponoć tak...
K.Ł.: Czym jest dla Ciebie książka Radiowidmo?
A.M.: (śmiech) Jest dla mnie bardzo ważna...
K.Ł.: Jak oceniasz – jako debiutantka na książkowym rynku – pozycję młodych poetów i szansę ich promowania?
A.M.: Poezja jest traktowana bardzo niepoważnie. Proza, nawet jeśli jest nudna, ma czas, żeby się obronić; poezja tego czasu nie ma. Wiersz musi być zawsze o 100 kroków przed prozą, bo jest krótszy, a w związku z tym musi od razu „chwycić”, zainteresować. To jest trochę związane z konsumpcyjnym podejściem społeczeństwa do różnych aspektów życia, z literaturą włącznie. Zjada się bardzo szybko.
K.Ł.: Poza tym poezja – w stereotypowym ujęciu – uchodzi za literaturę dla humanistycznych elit...
A.M.: ... i za ostoję nudziarstwa.
K.Ł.: Skąd to się bierze? Może z braku czasu? Jak wiemy, do poezji powinno się wracać; jednorazowe przeczytanie wiersza nie wystarczy, żeby go zrozumieć.
A.M.: No właśnie. Teksty są hipnotyzujące dla twórców, więc żeby dotrzeć do nich potrzeba czasu. Z poezją jest podobnie jak z muzyką, żeby odkryć jej głębię, trzeba do niej wracać. Nikt nie widzi problemu, gdy słucha kolejny raz danego utworu, z wierszem już tak łatwo nie jest. Poezja stanowi współcześnie swoisty zaścianek.
K.Ł.: ... ale niosący ze sobą dużo treści.
A.M.: Tak, bo to wszystko wiąże się z operowaniem słowem, tylko w krótszej formie. Nawiążę tu jeszcze do tych gości w szerokich spodniach i bluzach z kapturem... Oni przemawiają do sporej części naszego społeczeństwa i operują tym samym słowem, tylko inaczej ubranym. Taka „słownikowa” zabawa kiedyś należała do poezji, dziś – w nowej konsumpcyjnej erze – wiersze są w ogonku, są mało popularne... Dlatego też dużo zależy od samych piszących – czy chcą tworzyć poezję, czy prowadzić wykopaliska... (uśmiech)
K.Ł.: Może Twoja hip-hopowa poezja przemówi do szerszego grona czytelników... (śmiech)
A.M.: Ja absolutnie bym się broniła przed nazywaniem mojej poezji hip-hopową, bo mnie samą śmieszy to określenie... (śmiech). Hip-hop mnie inspiruje – podoba mi się sprawność doboru brzmieniowego słów i ich rytmika, ale nie chcę go naśladować w swojej twórczości.
K.Ł.: W takim układzie życzę Ci inspirującej i kreatywnej pracy nad drugim książkowym dzieckiem.
kalendarz
Nowi Wariarci
reAKTOR (Teatr/) Urszula Ciołkowska (Galeria/Grafika) Aleksandra Paprota (Literatura/Proza) Maciej Dobrzański (Literatura/Poezja) Bartosz Sadliński (Literatura/Poezja) Agnieszka Wieja-Zaremba (Galeria/Fotografia) Krzysztof Opieka (Galeria/Rysunek)Partnerzy









