Wariacje
Duet Grooveisland powstał w 2008 roku we Wrocławiu. Tworzą go Łukasz Szymański i Damian Ciosek. Ich repertuar to mieszanka jazzu i standardów muzyki światowej. Charakteryzuje ich dynamiczny groove i wyczucie frazy oraz sceniczny dialog, dzięki któremu każdy koncert jest inny.
Rozmowę z muzykami przeprowadziła Katarzyna Łęcka.
Katarzyna Łęcka: Kiedy szukałam o Was informacji w Internecie, muszę przyznać, że nie znalazłam ich zbyt wiele. Jedno zdanie natomiast powtarzało się w większości źródeł: „Związani z muzycznym środowiskiem Wrocławia”. Jakie są zatem Wasze związki z muzycznym, jazzowym środowiskiem tego miasta?
Damian Ciosek: Właściwie wszyscy muzycy się znają, albo przynajmniej wiedzą o swoim istnieniu. Kiedy gramy koncert, zdarza nam się zapraszać znajomych, którzy wspomagają nas na scenie, a tym samym urozmaicają występ.
Łukasz Szymański: Z drugiej zaś strony staramy się poznawać ludzi. Jeśli słyszymy o jakimś muzyku, który startuje w przeglądach, konkursach, to zapraszamy go, żeby z nim podżemować i oczywiście go poznać.
K.Ł.: Czy z Wami też tak było? Poznaliście się pewnego dnia i stwierdziliście, że chcecie razem grać?
D.C.: My już kiedyś razem graliśmy i dzięki temu się poznaliśmy.
Ł.S.: Jakiś czas temu wpadliśmy na pomysł stworzenia duetu. Początkowo miał być to projekt na potrzebę ćwiczeń, ale potem stwierdziliśmy, że dobrze nam się razem gra i postanowiliśy rozwinąć współpracę. Na razie jesteśmy na etapie początkowym, ale mamy dalsze plany.
K.Ł.: Duet Grooveisland istnieje niespełna rok, ale Damian Ciosek i Łukasz Szymański znają się znacznie dłużej... Wspomnieliście, że poznaliście się dzięki wspólnemu muzykowaniu. Może opowiecie o tym?
Ł.S.: Nie mogę sobie przypomnieć jak dokładnie się poznaliśmy. Czy to było na ławce w parku, w kinie czy w operze...? (śmiech)
D.C.: Nie, nie, nie... to nie było w operze. (śmiech) Poznaliśmy się podczas projektu, który robiliśmy z Dorotą Szymonik... To było kilka lat temu, graliśmy wtedy poezję śpiewaną.
K.Ł.: Zaczęło się ciekawie, poznaliście się dzięki muzyce i postanowiliście tę muzyczną znajomość rozwinąć... A dlaczego nazwaliście się Grooveisland?
Ł.S.: „Groove” to rytm, a „island” to jakieś odległe miejsce; kiedy gramy, to w takim miejscu się zamykamy i próbujemy, eksperymentujemy. Nie mamy jeszcze dużej ilości muzyki autorskiej, na razie aranżujemy standardy muzyki popularnej i jazzowej, ale wciąż staramy się wdrażać nasze własne pomysły. Mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości spróbujemy swych sił we własnych kompozycjach. Właściwie do tego to wszystko zmierza, przecież nie będziemy całe życie standardów.
K.Ł.: Na ile to, co gracie jest zaplanowane, a na ile spontaniczne? Podczas koncertów widać dialog między Wami...
Ł.S.: Właśnie o ten dialog chodzi. Jazz to muzyka spontaniczna. Kiedy improwizujesz, to za każdym razem zmierzasz w inną stronę. Zawsze, kiedy wykonujemy utwór znany nam i publiczności, staramy się znaleźć i sprawdzić nowy sposób na zagranie melodii czy rytmu. Stąd nam się bierze ten dialog. Każdy z nas ma pomysły na odświeżenie utworów i przedstawia je drugiej osobie.
K.Ł.: A czy jest jakiś dominant? Czy siły rozkładane są po równo?
Ł.S.: To jest równoprawny... związek. (śmiech)
K.Ł.: Udzielacie się też w innych projektach. Jak to wszystko godzicie?
D.C.: Wszystko jest ze sobą powiązane. Znaczną część repertuaru Grooveisland gramy w innych wersjach i w innych składach. My jako duet mamy o tyle kłopot, że musimy zrobić tę samą muzykę równie ciekawie, ale na dwa instrumenty.
Ł.S.: A to nie jest taka prosta sprawa.
K.Ł.: Skoro planujecie autorski materiał, to pewnie macie sporo pomysłów na ten gitarowy duet... Dołożyliście już coś swojego do repertuaru?
D.C.: Na razie w repertuarze są standardy; ale wstępne szkice naszych utworów już są; musimy je tylko trochę obrobić, żeby móc je zaprezentować.
K.Ł.: Damianie, słyszałam, że jesteś informatykiem. W jaki sposób łączysz tę pracę z muzyką?
D.C.: Myślę, że wielu muzyków jest informatykami, albo chciałoby nimi być (śmiech). A poważnie rzecz ujmując mój zawód pomaga mi przy tworzeniu szkiców muzycznych; techniczne umiejętności i obsługa komputera przydają się w muzyce. A czemu muzyka? To pasja, odskocznia.
K.Ł.: Czy poza graniem, zajmujesz się obróbką dźwięku? W końcu codziennie masz styczność z komputerami.
D.C.: W pracy zawodowej tym się nie zajmuję, ale rzeczywiście przy muzycznych projektach moje informatyczne umiejętności są wykorzystywane.
K.Ł.: Żeby nie było, że męczę tylko Damiana... (śmiech) Łukaszu, Ty jesteś pedagogiem...
Ł.S.: Niezupełnie... Jestem absolwentem filologii polskiej. Uczyłem się zawsze na nauczyciela języka polskiego, ale pracuję jako nauczyciel muzyki, która zawsze była moim hobby. Mówię o sobie „pedagog”, ponieważ uczę dzieci gry na gitarze, pracuję w kilku placówkach kulturalnych jako nauczyciel muzyki, ale nie jestem z wykształcenia pedagogiem; wyuczony zawód mam inny.
K.Ł.: A czy zdarza się, że dzieci, uczniowie przychodzą na Wasze koncerty i potem mówią, że Cię słyszały, widziały na scenie?
Ł.S.: Tak się zdarza i jest mi wtedy niezmiernie miło. Staramy się dotrzeć do jak najszerszego grona słuchaczy. Zależy nam na tym, aby jak najwięcej grać i tym samym dawać znać o swym istnieniu. Oczywiście zdajemy sobie sprawę na jakim jesteśmy poziomie; wiemy w jakim miejscu tak naprawdę jesteśmy i ile jeszcze przed nami.
K.Ł.: Na razie gracie kameralne koncerty, w klubach, kawiarniach. Co z występami przed większą publicznością? Macie już jakieś na swoim koncie? A może planujecie coś w niedalekiej przyszłości?
Ł.S.: To zależy od tego, co zaproponują nam ludzie. Żeby zagrać dobry koncert z dwoma takimi samymi instrumentami, trzeba zainteresować publiczność, wykazać się prawdziwymi umiejętnościami tak, aby przykuć zainteresowanie widzów i poniekąd zmusić ich do słuchania. Chętnie zagramy większy koncert, ale czy nasza kameralna muzyka będzie adekwatna do takiego dużego przedsięwzięcia...?
D.C.: Pasujemy raczej do kameralnych miejsc, wtedy jesteśmy w stanie stworzyć odpowiedni klimat.
K.Ł.: Jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Gdzie będziecie grali? Nad czym będziecie pracowali? Gdzie możecie zaprosić wszystkich tych, którzy chcieliby Was posłuchać?
D.C: W najbliższym czasie nie planujemy większych koncertów, bo chcemy się poświęcić swoim utworom. Chcemy dopracować nasz autorski materiał i jak najszybciej „wyjść z nim do ludzi”.
K.Ł.: No pewnie, nie można cały czas grać standardów...
Ł.S.: Oczywiście! To co gramy, to zupełnie roboczy materiał. Sprawdzamy na nim nasze pomysły. Jesteśmy dopiero na starcie. Ale mamy cel... Chcemy stworzyć własny materiał i grać go przed coraz większą publicznością.
K.Ł.: Tego Wam życzę i dziękuję za wywiad.
kalendarz
Nowi Wariarci
reAKTOR (Teatr/) Urszula Ciołkowska (Galeria/Grafika) Aleksandra Paprota (Literatura/Proza) Maciej Dobrzański (Literatura/Poezja) Bartosz Sadliński (Literatura/Poezja) Agnieszka Wieja-Zaremba (Galeria/Fotografia) Krzysztof Opieka (Galeria/Rysunek)Partnerzy









