Wyjście z Domu
Zacznę powracać. Tak bardzo się boję, że nie wyruszam w drogę. Zresztą, nikt mnie w nią nie wysyła. Sama boję się wyjść z domu. Tak tu ciepło. Tak przyjemnie. Nie dzieje się nic niepokojącego. Żaden brak mi nie doskwiera. Nie mam własnych potrzeb. Zresztą, dlaczego miałabym je mieć? Siedzę cichutko. Idealna. Grzecznie zachowuję się przy stole. Mówię wszystkim: Dzień Dobry! i Do widzenia! Wtedy, kiedy trzeba. Wszyscy mówią, że jestem dobrze wychowana, i że zawsze wiem jak się zachować. Mieszkam w trumnie i zachowuję się tak, jak przystało trupowi. Trumna nie urośnie, więc ja też nie mogę. Mama posądza łóżko o zdolności do kurczenia się. Pomaga obcinać mi pięty i palce, bo muszę do niego pasować. Próbuje mnie przygotować do tego Innego Domu, gdzie będę Taka-Jak-Ona. Ale nie chce mi nawet kupić nowych pantofelków.
Gdy tylko pojawia się królewicz – z bucika wycieka krew. Podstęp wychodzi na jaw. Ubytki w stopach nie mogą odrosnąć, bo niezdejmowane buty im na to nie pozwalają. Nie mam więc szans pasować do pantofelka. Tylko dlaczego, to ja powinnam pasować do niego, a nie on do mnie? Próbując wcisnąć stopę w pantofelek – wychodzę na podłą oszustkę. Podszywam się pod piękność. Nieskalanego Kopciuszka. A przecież nawet nie chciałabym nim być. Nie chcę dźwigać wiader pełnych brudnej wody. Pozwalać się poniżać. Wzrastać przez umniejszanie. Być może Kopciuszek wcale nie jest moją historią. Może wcale nie jestem złą siostrą?
Trudno mi znaleźć swoją bajkę. Schemat, który pasowałby do mojego życia. W którym mogłabym wygodnie utknąć i nigdy się z niego nie ruszyć. Dniami i nocami przeszukiwałam książki. Bezskutecznie. Nie znalazłam takiego, który by mi odpowiadał. Nie interesują mnie wyprawy do baśni innych krajów, spotkania z dewami czy elfami. Próbowanie tego, co mogłoby mi odpowiadać. Nie ma konieczności pokonywania smoków, bo zamknięte po drugiej stronie Kolorowego Pudełka często uśmiechają się przyjaźnie. Nieraz ptaki wykradają jabłka z naszego sadu. Ale po co ich szukać? Po co je gonić? Nie potrzeba mi bogactw, połowy królestwa, ręki pięknej księżniczki. Zdzieranie ołowianych trzewików i kosturów nie wchodzi w rachubę. Po co wychodzić z Domu?
Mogłabym usnąć. Zostać Śpiącą Królewną. Ale nie chcę, by przychodził jakiś książę i mnie całował. Nie potrzebuję tego do szczęścia. Po co ktoś ma ginąć tylko po to, żeby mi popsuć nastrój? Wyrwać mnie z błogiego stanu, w którym tak chętnie się zanurzam? Myślałam też o tym, by być Roszpunką. Jednak moje włosy nie są na tyle długie, by mógł się po nich wspiąć królewicz. Zresztą, pewnie gdybym go tylko zobaczyła – zaraz ucięłabym długi warkocz. Nie chciałabym zmiany. Wolałabym siedzieć zamknięta w wieży bez schodów razem z czarownicą niż w pustelni wychowywać bliźnięta. Wykonywanie jakichkolwiek działań wiąże się z ryzykiem. Lepiej jest tak jak jest. Może nie idealnie, ale zawsze tak samo. Stabilnie. Niezmiennie.
Widzę siebie w każdej książkowej postaci. Zawstydzają mnie swoim zachowaniem lub doskonałością. Jak mogę być nimi wszystkimi? Trzeba część z nich wyrzucić poza obręb siebie. Chronić siebie przed tym, kim mogłoby się być. Przerażają mnie krzyżujące się dróżki i pędzące po nich ślimaki. Ich długie rozmowy. Nagłe zatrzymania. Wymiana piasku i kamieni. Ślady po ślizganiach i zacieranie śladów. Chcę być na tej jednej. Odciętej od towarzystwa, zablokowanej w rozwoju. Zapomnianej przez rozgadane koleżanki. Nie chcę się rozdwajać, tak jak włosy. Nie ufam starcowi stojącemu na rozwidleniu dróg, na których rozstają się trzej bracia, i gdzie Głuptasek podczas powrotu do Domu zostaje zrzucony do studni. Nie pytam o drogę nawet wtedy, gdy błądzę.
Zauważyłam jak przytulające się do ścian Domu róże oblazł mrówki. Na chropowatej powierzchni budynku pojawiła się rysa. Stawała się coraz bardziej wyraźna i długa, dołączyły do niej inne, które niebezpiecznie się do niej przybliżały. Wkrótce przemienią się w pęknięcia. Mama tego nie zauważy. Być może wezwie murarza, by zamazał dziurę. Ale pęknięcie będzie się pogłębiać, aż dom się zburzy. Trzeba będzie opuścić ruiny i znaleźć nowe schronienie. Szukać ogłoszeń, znaleźć agenta, zdobyć pieniądze. Zastanawiać się, czy się dobrze osadzi, czy dom z kominka nie będzie niszczył przyrody. Sprowadzić ekipę remontową i zdecydować, jak mniej więcej ma wyglądać.
Wolę mieszkać w cudzych domach, lecz nie korzystam z zaproszeń. Choć wiem, że jako trup jestem mile widziana. Jednak nie poszukuję, bo tu jest mi dobrze. Nie wyobrażam sobie próbować. Nie dlatego, że boję się, że roztopiłby mnie deszcz. Że odór Wiosny przyprawiłby mnie o mdłości. Nie byłoby w tym nic złego. Skończyłaby się moja historia. Życie okazałoby się dramatem. Baśń by mi nie zagrażała. Nie musiałabym powrócić do Domu. Prawdziwym dramatem byłoby, gdyby krople deszczu uwierzyły w to, że naprawdę jestem trupem i mnie nie zabiły. Bo co by było, gdyby się okazało, że gdzieś indziej jest lepiej, i że zdawało mi się, że jestem szczęśliwa? Co by było, gdyby innych Domach mi się nie spodobało i musiałabym je opuścić? Czy gdybym zatoczyła koło, doświadczyła rytualnego cyklu - mogłabym stąd uciec? Ponownie wyjść? Baśń o tym nic nie mówi. Żyli długo i szczęśliwie ma zamykać usta niedowierzającym.
Nie jestem budowniczym ani renowatorem. Nie znam się na architekturze. Ale wiem, że mój Dom już się we mnie nie mieści. Potrzebuje nowych terenów i nie bierze pod uwagę ograniczeń. Chce rosnąć. Nie da się go przyciąć, tak jak stóp. Ciało nie posiada mocy pantofelka. Nie potrafi powstrzymać Domu, który zmusza mnie do wyjścia i postawienia fundamentów na w krainie, która nie została opisana w żadnej baśni. Trzymam w ręku klucz. Chcę go połknąć i się udusić. Wystarczy, że jestem krzesłem, stołem, szafą. Przeraża mnie bycie apartamentem.
Aleksandra Paprotakalendarz
Nowi Wariarci
reAKTOR (Teatr/) Urszula Ciołkowska (Galeria/Grafika) Aleksandra Paprota (Literatura/Proza) Maciej Dobrzański (Literatura/Poezja) Bartosz Sadliński (Literatura/Poezja) Agnieszka Wieja-Zaremba (Galeria/Fotografia) Krzysztof Opieka (Galeria/Rysunek)Partnerzy









